WIZA – Na lotnisku 25 euro na 30 dni. Można w kraju przedłużyć na kolejne 30 dni za kolejne 25 euro. Bardzo małe prawdopodobieństwo dostania wizy na dłużej, a jak już to jest to dość kosztowne (chyba że ktoś studiuje w Indonezji albo coś takiego, ale to już inna historia). Dłuższych wiz zresztą nie da się załatwić na miejscu.
PORUSZANIE SIĘ NIE-STOPEM – Indonezja jest tania i dotyczy to również przejazdów. Bez problemu można załapać się na tanie bilety na samolot, które paradoksalnie najtaniej dostaniemy w lokalnych biurach podróży, tak samo ze statkiem, które są już absurdalnie tanie. Między wyspami to najtańszy sposób przemieszczania się, wiadomo, dla bardziej wymagających zostaje jachtostop, ale to najlepiej na Bali (i łatwiej coś wyczaić do Australii niż między wyspami indonezyjskimi). Jeżeli na lądzie zdarzy nam się być za leniwym na stopa, zostają pociągi, autobusy, minibusy, taksówki, ojeki (motocykl-taksówka), riksze i masa innych możliwości, przy których będą nas próbowali naciągnąć na każdym kroku (dalekobieżne autobusy i pociągi mają stałe stawki, ale te lokalne to już wolna amerykanka, a biały to bogacz przecie, wiadomo). A jak umie ktoś jeździć na skuterze/motorze, to warto sobie wynająć (międzynarodowe prawo jazdy jest sprawdzane głównie na Bali i wtedy faktycznie można zapłacić mandat/łapówkę za brak, w reszcie kraju wystarczy z reguły jakiekolwiek prawo jazdy, a znam takich co się i euro26 legitymowali, jak trafili na nieanglojęzycznego)
PORUSZANIE SIĘ STOPEM – Autostop to „NUMPANG”. Nie jest zbyt popularny, a biały człowiek podróżujący na stopa budzi powszechne zdziwienie, ale się da. Na Sumatrze i Jawie da się nawet bez problemu, na Bali często się zdarzają prywatne taksówki. W ogóle warto sprawdzić, czym się jedzie, bo na wschodzie kraju na przykład jest normą, że pick-upy podwożą lokalsów za drobną opłatą i chętnie was wezmą, ale zdziwią się bardzo, że nie macie kasy. Jeżeli zatrzyma się duży samochód (taki na 7 osób, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że to taryfa. Niemniej próbować warto, mało jest miejsc na świecie, gdzie można się stopem przejechać na dachu ciężarówki, na motorze w cztery osoby, naczepie pick-upa itp. (wszystko z doświadczenia piszącej, za żaden z podanych transportów płacić nie musiałam).
CENY – Niskie. Wyższe w Jakarcie i na Bali i na bardziej odległych wyspach ze względu na transport, na większości Jawy i Sumatry to jest wręcz absurdalnie tanio. (Obiad za 50 centów się da znaleźć). Z racji panującego islamu ceny alkoholu europejskie, bo państwo nakłada wysoki podatek, ale zjeść, wyspać się i ubrać można za śmieszne pieniądze (około 100-200 euro na miesiąc spokojnie mi stykało w 2010).
NOCLEGI – Tanie hostele, a w większych miastach Couchsurfing jest megazorganizowany, można pozazdrościć (normą są wspólne wyjazdy, imprezy integracyjne i ogólne nastawienie na poznawanie się nawzajem, jak ktoś korzysta z coucha to nie ma się co bać o organizację wolnego czasu).
KULTURA – Większość Indonezji jest muzułmańska i trzeba się z tym liczyć (lepiej nie paradować zanadto rozebranym, poza tym są bardzo tolerancyjni), Bali jest hinduistyczne, wyluzowane i pijackie, ale np. na północnej Sumatrze jest nawet prohibicja (nie żeby nie dało rady jej obejść
HIGIENA – Dla czyściochów to problem. Poza najbardziej turystycznymi miejscami trudno o ciepłą wodę, a łazienka to zbiornik z wodą i polewaczka + toaleta na Małysza. Problemem jest smród z rynsztoków, ogólne zaśmiecenie. Jeśli chodzi o jedzenie, to z reguły nie ma się czego bać, bo większość rzeczy jest mocno smażona, zatem wybijają bakterie, ale np. normalną jest scena, że lód dodawany do napojów jest rozbijany młotkiem wprost na ulicy. Szczury, latające karaluchy i inni nieproszeni goście to niestety norma, zwłaszcza jeśli zapuszczamy się w bardziej niedostępne rejony.
BALI - Bali jest trochę inne niż cała reszta, bo bardzo turystyczne, zatem droższe, czystsze, powszechna znajomość angielskiego, zachodnie warunki bytu w hostelach, pijani Australijczycy itp, plażowiczki topless itp.
NIEPRZYJEMNOŚCI – Poza opisanymi w higienie, powszechne naciągactwo (bardzo często nie warto się kłócić o te kilka rupii, ale czasem jest ogromne), to, że ceny dla turystów są inne niż dla lokalsów jest oficjalne (wjazd do największych atrakcji turystycznych to z reguły dwa wejścia). Korupcja – jedna z największych na świecie, ale to z reguły turysty nie dotyka, chyba że musi coś załatwić. A, uważać na jedzenie, jeśli ktoś nie lubi zbyt pikantnie
INNE – Ruch lewostronny. Paradoks: najlepiej wymienić pieniądze na lotnisku w Jakarcie. W kantorach balijskich i ogólnie w reszcie kraju łatwo trafić na kanciarzy. No i nie wierzcie Balijczykom, że grzybki są legalne – nie są. Ale są powszechnie dostępne.
AUTOR: Gosia Drewa
http://swojadroga.blogspot.com/