Jak uzyskać pomoc w wyprawie? Tak naprawdę to trudna i męcząca sprawa i często staranie się o sponsorów jest tak samo pracochłonne jak zwykła praca zarobkowa, zatem czasem należy się zastanowić, czy warto poświęcać kilka miesięcy na coś niepewnego (bo tak naprawdę nie wiadomo, co i ile zdobędziemy) czy nie lepiej wyjechać za granicę i zatrudnić się przy sezonówkach, co da pewniejszy i weselszy hajs niż bieganie po polskich firmach.
polecam zapoznać się z następującymi tekstami: , i . Dla chętnych jeszcze
tekst poniżej zapożyczony od
Primo – swoje spostrzeżenia opisuję tylko i wyłącznie z perspektywy autostopowicza.
Po pierwsze coś ustalmy. Jeśli liczysz na kasę, to nie ma sensu, żebyś czytał/a dalszą część wpisu. Firmy, choćby nie wiadomo jak wielkie, nie dają kasy z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że wypłacenie pieniędzy dla osoby prywatnej, wiąże się szeregiem problemów począwszy od odprowadzenia podatku od darowizn, poprzez uwzględnienie wydatku fw budżecie firmy, aż do wymiernych zwrotów wyłożonych środków. Więc jeśli liczysz na kasę i nie jesteś rozpoznawalny w środowisku podróżniczym czy blogerskim, to o niej zapomnij. Pieniądze na tripa można dostać jeśli już się coś osiągnęło na polu podróżniczym lub ma się spore grono odbiorców np. bloga, a sam wniosek złoży się w październiku roku uprzedzającego podróż (wtedy mają Cię uwzględnionego w budżecie).
Druga sprawa. Nikt się nie zainteresuje pomocą komukolwiek, jeśli szuka sponsorów(a raczej frajerów), którzy dadzą mu sprzęt czy pieniądze na autostopowe wakacje. Grunt to mieć pomysł, a pomysł przekuć w projekt.
Projekt, to słowo klucz w poszukiwaniu sponsorów. Jeśli chcesz zainteresować potencjalnych sponsorów, media czy internautów, to niestety, ale musisz robić coś więcej niż tylko podróżować i założyć fanpage na fejsie. Tutaj opiszę Wam jak mi się udało i być może część z Was pójdzie tą samą drogą.
„Pierwszy był blog…”
Otóż podróżowałem juz od 3 lat, gdy w końcu zebrałem się i przepisałem wszystkie wspomnienia do internetu. Nie miałem kompletnie żadnego pojęcia o projektowaniu stron czy promocji, więc klasycznie zapytałem wujka Google „Jak założyć bloga?” i tym samym trafiłem na wordpress.org. Tutaj nie trzeba żadnej wiedzy o html czy CSS, a wszystko obsługuje się praktycznie tak samo jak w Wordzie. Polecam.
Gdy już wszystko przepisałem, to się ujawniłem i szok – okazało się, że ktoś to czyta. Fakt, nie zbyt dużo osób (zaczynałem od kilku odwiedzin dziennie), ale dało mi to motywacje do czegoś więcej. Postanowiłem, że od teraz będę pisał bloga w trakcie podróży.
I tutaj pojawił się pomysł szukania sponsora. Znowu wujek Google, ale w sumie zero konkretów, tylko opisane jakie to trudne i jak niemożliwe. Zgodnie z moją myślą życiową „Jak ja nie dam rady, to kto da?” zakasałem rękawy i zacząłem odkurzać szare komórki.
Postawiłem się w sytuacji potencjalnej firmy i tego czego bym oczekiwał od kolesia, który nie istnieje ani w podróżniczym świecie, ani blogowym. I w ten sposób ustaliłem, że to czego mi potrzeba to trzy rzeczy. „Projekt – odbiorcy- promocja = sponsoring”.
Krok pierwszy – Projekt.
Niestety, nie ma recepty jak wymyślić fajny, ORYGINALNY projekt. Ja na swój wpadłem goląc się na kacu, więc możliwe, że wy wpadniecie na swój wiążąc buty, ale generalnie trzeba sporo czytać, szukać i zastnawiać się czego byście chcieli się dowiedzieć o krajach, które planujecie odwiedzić, czy też, co chcielibyście przekazać innym. Z reguły jest tak, że sama podróż jest nasionkiem, a projekt kwiatem, który z niej wyrasta. Dlatego gdziekolwiek jedziecie, zastanówcie się co byście chcieli wiedzieć o danych krajach, kulturze, historii czy ludziach, a następnie sprawdźcie czy nikt tego przed Wami nie zrobił. Moje pomysły znajdziecie tutaj.
Krok drugi – Odbiorcy.
Jeśli już macie projekt i pomysł, to trzeba znaleźć kogoś, kogo on zainteresuje. Ja wyszedłem z prostego założenia, że najlepszy okres zarażania ludzi podróżami i autostopem to liceum, dlatego jak już miałem przelany pomysł na papier, to przeszedłem się po większości liceów ogólokształcących w Trójmieście z prostym pytaniem – „Czy jak wrócę i zrealizuję projekt, to czy szkoła będzie zainteresowana darmową prelekcją?”. I tu ciekawostka. Szkoły są napalone na takie akcje! W każdej byli zainteresowani i ciekawi efektów. W każdej szkole poprosiłem o podpisanie mi dwóch gotowych papierków. Pierwszy dotyczył tego, że szkoła jest zainteresowana projektem, a drugi był prośbą od dyrekcji o wsparcie medialne projektu. Odwiedźcie tak kilka szkół w Waszym mieście i sobie uświadomicie, ze nagle zdobywacie bazę kilkuset odbiorców, którym będziecie opowiadać o projekcie.
TIPS:
Każdego dyrektora pytałem, czy mógłby zadzwonić do jakiegoś znajomego dyrektora z innej szkoły i mnie polecić i dzięki temu nie miałem żadnych problemów z pozyskiwaniem kolejnych szkół, których w sumie odwiedziłem około 20.
Krok trzeci – Promocja i patronaty.
Gdy już miałem podpisane zgody i prośby o wsparcie od dwudziestu szkół postanowiłem uderzyć w media.
Na pierwszy ogień poszedł Facebook i moi znajomi(jeszcze raz Was przepraszam za ówczesny spam). Nie ma innej opcji jak ciągle i do skutku prosić znajomych o lajkowanie i udostępnianie strony. Możecie sobie wmawiać, że pomysł sam się obroni, ale tak nie jest. Jeśli chcecie, żeby fanpage się nakręcił, to niestety, musicie zdobyć przynajmniej te 500 „lajków”, żeby dalej już się sam rozpędzał.
Drugą sprawą jeśli chodzi o promocje to internet, gazety, radio i telewizja, czyli patronaty.
Najłatwiej zacząć od swojego podwórka czyli portale znajomych oraz ich blogi. Wtedy macie szanse kompletnym przypadkiem zainteresować innych.
W dalszej kolejności trzeba pisać do wszelkiego rodzaju magazynów podróżniczych typu „Poznaj świat” ,”Dookoła świata„, „Pod prąd„, czy „Dziennik Bałtycki” . Innych nie polecam, bo się nie wywiązały z umów o patronacie, chyba, że po prostu lecicie na ilość, to wtedy można pisać do każdego. Patronaty to spoko sprawa, bo:
a) z reguły jest tak, że po podróży pisze się z niej sprawozdanie i można napomknąć o sponsorze, a jak gazeta ma druk 50 tys. egz to już coś.
b) sporo ludzi, to czyta i może przypadkiem ktoś z nich zacznie regularnie odwiedzać Twojego bloga.
c) jak ktoś napisze o Tobie artykuł, to ego rozwalone.
d) patrz punkt c.
Warto się również starać o patronaty honorowe. Prezydenta miasta, rektora uniwersytetu czy jakiegoś stowarzyszenia. To daje sponsorowi i patronom świadomość, że ktoś sensowny już nas wsparł i na swój sposób ręczy za nas.
Jak już zainteresujecie szkoły, gazety i uczelnie warto spróbować uderzyć do radia lub telewizji przy czym jest to już nieco cięższe i trzeba się nachodzić, podzwonić lub po prostu znaleźć kogoś kto ma tam „wujka”. Mi się nie udało.
Reasumując:
Mamy baze odbiorców w szkołach, mamy bloga, mamy fanpage, mamy patronaty i mamy artykuły w gazetach, czyli już w jakiś sposób zaistnieliśmy i pokazaliśmy naszą determinację. Teraz czas na najcięższą robotę – szukanie sponsorów.
Jak znaleźć sponsora?
Tak jak pisałem na początku – nie aplikuj o kasę, bo jej nie dostaniesz. Aplikuj o sprzęt. Zrób listę firm zajmujących się dystrybucją lub produkcją tego czego potrzebujesz, przygotuj ofertę i bierzesz się do roboty.
Co powinno znaleźć się w ofercie dla sponsora?
- opis projektu- lista szkół zainteresowanych
- lista patronów medialnych oraz zakres współpracy
- zasięg medialny wydarzenia (podliczcie zasięg każdego z artykułów)
- to co oferujemy, czyli tego co możemy im zaproponować
- czego oczekujemy w zamian
- printscreeny z odwiedzin bloga, fanpage, ksero dokumentów od szkół i patronów medialnych
Ważne!
Wywiążcie się ze wszystkiego, bo wtedy będzie łatwiej o współpracę z innymi firmami.
Kontakt ze sponsorem
Pierwsze co przychodzi na myśl, to wysłać na emaila i czekać na odpowiedź – BŁĄD!Pierwsze co musicie zrobić, to zadzwonić do firmy i poprosić o połączenie z działem marketingu. I tu pojawiają się schody w postaci sekretarki. Ta z reguły dowiaduje się o co chodzi, a następnie prosi o przesłanie oferty na emaila info@mailzdupy.pl i obiecuje przesłać do osoby odpowiedzialnej. Jak postępowałem zgodnie z tym, to nigdy nie dostałem odpowiedzi, więc zmieniłem taktykę.
Dzwoniłem do konkretnej firmy i po ludzku ściemniałem sekretarce. Klasyk tekst to – „Dostałem ofertę z Państwa działu marketingu, ale macie jakiś problem z serwerami i emaile wracają, a na stronie nie mogę znaleźć telefonu do Waszego działu czy mogła by mnie Pani połączyć z kimś odpowiedzialnym za oferty?”. Działa w 80% przypadków. Jak już się dodzwonicie do kogoś z działu marketingu, to łatwo można się dowiedzieć czy jest sens się męczyć i koniecznie poproście o numer telefonu i bezpośredniego emaila!Po takich telefonach dostawałem odpowiedź za każdym razem i właśnie w ten sposób udało mi się pozyskać sponsora.
Z tego co się dowiedziałem, to ofert o sponsoring przeciętna duża firma dostaje codziennie kilka, więc często nawet nie odpisują. Sam zanim wpadłem na pomysł z „robieniem w konia” sekretarki wysłałem jakieś 80 emaili i odpowiedź dostałem może na 4 z nich. Uwierzcie mi, strasznie deprymujące.
Warto sprawdzić również gdzie firma ma siedzibę i jeśli jest to gdzieś niedaleko, to po prostu się tam przejść i zagadać, bo też bezpośredni kontakt zdecydowanie ułatwia sprawę.
Liczcie się z tym, że na wszystko co wyżej opisałem potrzebujecie przynajmniej 2 miesięcy, bo szybciej po ludzku nie da rady tego zrobić.
Jak w takim razie zebrać pieniądze na podróż?
Od miesiąca jestem zwolennikiem tylko jednej formy – Crowdfundingu. W skrócie polega to na skorzystaniu ze specjalnej platformy i poproszeniu ludzi o wsparcie projektu dowolną kwota pieniężną. Jeśli zaoferujecie im coś w zamian i projekt się spodoba, to macie szansę na zdobycie sensownej kwoty pieniężnej w dość krótkim czasie. Mi się udało zebrać ponad 3 tys. złotych w czasie 6 dni na polakpotrafi.pl
Dlaczego warto?
Po pierwsze dlatego, ze zdobywacie sprzęt na wyprawę i doświadczenie. Nawet jeśli się Wam nie uda, to macie „projekt”, a jeśli go zrealizujecie, to możecie później na nim zarabiać i sprawić, że to co do tej pory było zabawą, zacznie być dodatkowym źródłem gotówki.Statystyki: autor: marchewka — 05 kwietnia 2014, 11:17
]]>